
Zakwasy towarzyszące intensywnemu wysiłkowi fizycznemu to powszechna „dolegliwość”, z jednej strony pożądana („boli, znaczy że rośnie!)”, z drugiej – uciążliwa, gdy tzw. DOMS będzie wyjątkowo dotkliwy. Czy można zmniejszyć bolesność zakwasów? Można! Zobacz, co pić i jeść na zakwasy i co robić, by nie cierpieć zanadto dzień-dwa po treningu.
Popularna nazwa „zakwasy” w rzeczywistości odnosi się do zjawiska DOMS (ang. Delayed Onset Muscle Soreness), po polsku: Zespół Opóźnionego Bólu Mięśniowego. Od razu robi się poważniej, prawda? Tymczasem chodzi o mikrouszkodzenia tkanek mięśni, które powstają wskutek bardzo intensywnych obciążeń podczas treningu, albo… gdy obciążenia wcale nie były duże, trening nie był intensywny, ale organizm dawno wysiłku nie doświadczył. Kojarzony z zakwasami ból to proces regeneracji mięśni – powstaje stan zapalny, który towarzyszy odbudowie tkanek. Jak go odczuwasz?
Bolesność przy ruchu i przy nacisku na daną część ciała to znaki rozpoznawcze DOMS, ale często pojawia się też sztywność, ograniczenie ruchowe i wyraźne zmniejszenie siły uszkodzonych mięśni. Jak długo może to trwać? To zależy od stopnia uszkodzenia tkanek. Czasem 1-2 dni, czasem może to być nawet tydzień! Z reguły zakwasy pojawiają się około 24 godziny po treningu, a najdotkliwsze są w 2-3 dniu po treningu.
Czy zakwasy to coś złego i niebezpiecznego? Niekoniecznie. Są naturalną konsekwencją wysiłku narzuconego organizmowi, są też oznaką jego regeneracji. Niejeden sportowiec czuje niedosyt, gdy zakwasy po treningu się nie pojawią – bo może to oznaczać, że trening nie był wystarczająco „ambitny”. Jednak w ekstremalnym wymiarze, gdy zakwasy uniemożliwiają normalne funkcjonowanie i trwają kilka (5-7) dni, nie powinny być dopuszczane jako norma potreningowa.
No dobrze… A dlaczego zakwasy nazywamy zakwasami? Nie było tu do tej pory mowy o żadnych kwasach! Ta nazwa to pozostałość po niegdysiejszym przekonaniu, że potreningowy ból mięśni jest spowodowany nagromadzeniem kwasu mlekowego. Ta teoria została już zweryfikowana i obalona, ale nazwa – jak widać – została.
Jeśli mięśnie są przyzwyczajone do ruchu i obciążenia, wytrzymają więcej. Przy stałych „dawkach” aktywności, bez ich wyraźnego zwiększania (np. dystansu czy obciążenia), zakwasy mogą się w ogóle nie pojawiać.
Must have! Tym bardziej, że wpłynie też na motorykę ciała, a więc wydajność samego treningu. Dzięki rozgrzewce „dawkujesz” mięśniom zadanie i sprawiasz, że mikrouszkodzenia nie pojawią się już na samym starcie aktywności.
Progres wypracowany małymi krokami jest zdecydowanie mniej bolesny. Jeśli obciążenie np. w martwym ciągu będziesz zwiększać regularnie, ale o 1,5-3 kilogramy, dla mięśni będzie to mniej dotkliwe. Podobnie z innymi dyscyplinami – przejście z dystansu 5 km od razu na 15 może być sporym szokiem dla ciała – nie tylko dla mięśni (zakładając, że wydolnościowo taki skok jest w ogóle w zasięgu).
Wykonywane powoli pozwala wstępnie rozluźnić napięte mięśnie i „poruszyć” je względem powięzi; przy regularnym rolowaniu po treningu włókna mięśni stają się elastyczniejsze, a więc mniej podatne na mikrouszkodzenia.
Ale uwaga – nie bezpośrednio po treningu. Niektórzy wskazują wręcz, że bardzo silne rozciąganie może tak naprawdę pogłębiać mikrouszkodzenia. Natomiast rozciąganie całego ciała pod koniec dnia, już kilka godzin po treningu, na pewno pomoże zmniejszyć napięcia i zredukować uczucie sztywności.
To prosty sposób na rozluźnienie mięśni i poprawę krążenia krwi (a lepsze krążenie to lepsze utlenienie, co sprzyja regeneracji). Niemniej nie są to działania wskazane do stosowania bezpośrednio po treningu, szczególnie intensywnym. Lepiej odczekać choć 2-3 godziny z kąpielą, a także mieć na uwadze, że długa sesja saunowania może być traktowana jako jednostka treningowa.
Ciepło rozluźnia, a zimno… „zwęża”. Zimna woda czy kriokomora zwężają podskórne naczynia krwionośne, co niweluje obrzęki. Stosowany bywa też masaż naprzemienny wodą zimną i ciepłą.
Jego podstawową formą jest wspomniane wyżej rolowanie. Natomiast profesjonalny masaż jest bardzo skuteczny w całościowym pobudzeniu krążenia krwi i limfy, w praktycznie natychmiastowy sposób rozluźnia też mięśnie (w zależności od metody i umiejętności masażysty – nawet głębokie partie mięśni).
Tu ważna uwaga: przy silnym bólu może pojawić się pomysł, by użyć leku lub maści przeciwbólowej. Znacznie lepszym rozwiązaniem będzie jednak skorzystanie z maści chłodzących lub rozgrzewających, ewentualnie kompresów – na podobnej zasadzie działania jak gorąca/zimna kąpiel. Stosowanie leków przeciwbólowych nie ma udowodnionej skuteczności w przypadku zakwasów, a zdecydowanie nie powinno stać się potreningową normą.
Takie, które pozwolą rozruszać usztywnione mięśnie, nieco je rozluźnić i uelastycznić, ale bez forsowania, np. pływanie, kilka podstawowych pozycji z jogi, spacer.
A co z dietą? Czy to co jesz i pijesz również może przynieść ulgę przy zakwasach? Owszem!
O tym, co powinno się składać na optymalny posiłek spożywany po wysiłku, piszemy szczegółowo w tekście „Co jeść po treningu”. Na potrzeby „walki” z zakwasami podkreślimy jednak rolę białka w tym posiłku – to jest przecież makroskładnik, który jest niezbędny do regeneracji tkanek. A że jedzenie po treningu nie powinno być wysokotłuszczowe, odpowiednimi produktami będą chude mięso (np. drób) i odtłuszczony nabiał.
A węglowodany? Organizm będzie chciał uzupełnić zapasy energii. Jeśli nie otrzyma ich w węglowodanach, sięgnie po białko. Jeśli więc skyr, to z dodatkiem zbożowej granoli i owocu.
Jak niejednokrotnie podkreślaliśmy, nawodnienie jest niezmiernie ważne w diecie człowieka ogólnie, a w diecie sportowca, ze względu na znacznie większe ubytki wody, wymaga dodatkowej pieczołowitości. Warto jednak pamiętać, że wraz z wodą z organizmu wyprowadzane są sód oraz chlor. Dlatego, by zapewnić mięśniom najlepsze warunki do regeneracji, po niezbyt forsownym wysiłku warto sięgnąć po wodę wysokozmineralizowaną, a po intensywnym – po napoje izotoniczne. Dodatek soli w takim napoju pomoże „zatrzymać” wodę w organizmie.
Znacznie więcej w temacie nawodnienia piszemy w tekście „Jak prawidłowo nawodnić organizm?”.
Uwaga: w kontekście nawodnienia ważne są konsekwencja i regularność. Wypicie dwóch szklanek wody przed treningiem nie ratuje sytuacji. Niedostatecznie nawodnione mięśnie są bardziej podatne na mikrouszkodzenia!
Redukują reakcje zapalne oraz skutki stresu oksydacyjnego. O jakich składnikach mowa, a przede wszystkim – o jakich produktach spożywczych?
Czyli te zawarte przede wszystkim w rybach. W posiłkach okołotreningowych powinna się znaleźć chuda ryba, niemniej warto ryby na stałe umieścić w swoim sportowym jadłospisie.
Czyli aminokwas, który jest tarczą ochronną komórek przed stresem oksydacyjnym. W czym możesz dostarczyć taurynę swojemu organizmowi? W mięsie, ale też rybach oraz nabiale, które na tej liście produktów wskazanych pojawiają się niejednokrotnie.
Przy czym nie trzeba stawiać znaku równości między kofeiną i kawą. Wiele suplementów czy np. żeli energetycznych zawiera w składzie kofeinę.
Czas na słynny sok z wiśni! I z kilku innych owoców. Antocyjany, bromelaina i inne związki o działaniu antyoksydacyjnym, spożywane regularnie, wykazują dobry wpływ na odczuwanie zakwasów. Tutaj warte uwagi są między innymi: wspomniany sok z cierpkich wiśni, czarna porzeczka, sok z granatu, ananas.
Aminokwasy rozgałęzione BCAA są naturalnie obecne w czerwonym mięsie, nabiale oraz nasionach roślin strączkowych. W suplementacji BCAA często występuje w parze z tauryną.
Nietrudno zauważyć, że w powyższym zestawieniu pojawia się kilka grup produktów, na pewno ryby oraz nabiał, a także mięso – choć podaż czerwonego mięsa w diecie ogólnie nie powinna być znaczna (z uwagi na dążenie do zmniejszenia udziału nasyconych kwasów tłuszczowych).
Poniżej znajdziesz kilka propozycji posiłków na bazie produktów, które mogą złagodzić odczuwanie zakwasów. Przy czym uwaga – nie są to typowe posiłki po- lub przedtreningowe, lecz dania, które po prostu warto wprowadzić do swojego menu.
Ujmując rzecz najprościej: nie należy przeszkadzać mięśniom w ich regeneracji. To znaczy:
• nie „poprawiać” kolejnym mocnym treningiem (ograniczyć się jedynie do wspomnianych delikatnych ćwiczeń, które rozluźnią mięśnie)
• nie zażywać silnych środków przeciwbólowych – będą stanowić dodatkowe obciążenie dla organizmu
• nie spożywać alkoholu!
A jeśli zakwasy są naprawdę dotkliwe i przedłużają się niemiłosiernie – warto wyciągnąć lekcję i kolejny trening dostosować do aktualnych możliwości swojego organizmu tak, by zakwasy były bardziej dowodem pracy wykonanej przez ciało, a nie udręką unieruchamiającą Cię na kilka dni!
Oto 10 sposobów na ograniczenie zakwasów:
- regularność treningów
- rozgrzewka przed treningiem
- dostosowanie intensywności treningu do aktualnej kondycji
- rolowanie zaraz po ćwiczeniach
- rozciąganie kilka godzin po ćwiczeniach
- gorąca kąpiel/sauna
- zimna kąpiel/kriokomora
- masaż
- chłodzące/rozgrzewające kompresy i maści
- delikatne ćwiczenia (pływanie, joga)
Tak – kofeina jest jednym ze związków przeciwzapalnych, który może wpłynąć na dolegliwości odczuwane w trakcie zakwasów.
Tak – ze względu na obecność polifenoli sok z wiśni, podobnie jak ekstrakt z czarnych porzeczek, wykazują działanie łagodzące skutki mikrouszkodzeń mięśni.
Należy zacząć od pytania, co jest celem treningowym. Jeśli jest nim rekreacja i utrzymanie kondycji, zakwasy wcale nie muszą treningom towarzyszyć. Jeśli jednak celem jest progresowanie, np. zwiększanie masy tkanki mięśniowej, wydłużanie dystansu czy poprawa wyników, zakwasy będą naturalną konsekwencją czynionego progresu. Ich brak może być interpretowany jako brak postępu w treningach.
Nie, o ile nie są zjawiskiem bardzo dotkliwym i przedłużającym się do tego stopnia, że uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, utrzymanie rutyny treningowej itp. Zakwasy są stanem naturalnym po dużym wysiłku i są oznaką przede wszystkim regeneracji uszkodzonych tkanek.
Bibliografia:
Dietetyka sportowa, red. n. B. Frączek, J. Krzywański, H. Krysztofiak, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2019.
Zespół opóźnionego bólu mięśniowego, czyli czym jest DOMS? Mgr Z. Jakubowska, dietetycy.org.pl
Autorka:
mgr dietetyki
Tytuł magistra dietetyki uzyskała na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Doświadczenie zawodowe zbierała w szpitalu (edukacja pacjentów z zakresu diabetologii), Domu Pomocy Społecznej (prowadzenie warsztatów dietetycznych) i poradni dietetycznej (układanie jadłospisów i przeprowadzanie konsultacji). Spośród wielu zawodowych zainteresowań skupia się między innymi na dietetyce sportowej, która mocno koresponduje z jej pasjami.