wróć do listy aktualności
data.title
5-02-2026 Aktualności

„Nowa” piramida żywieniowa w USA – co dla nas oznacza?

W pierwszej połowie stycznia 2026, w ferworze noworocznych postanowień dietetycznych, świat ujrzał „nową”, a nawet „rewolucyjną” piramidę żywienia opublikowaną przez amerykańskie ministerstwo rolnictwa (USDA) adresowaną do Amerykanów. W pierwszych dniach po publikacji mieliśmy do czynienia z falą komentarzy o przewrocie, rewolucji i triumfie diet ketogenicznych. Prędko jednak zaczęły pojawiać się głosy, że ta rewolucja jest bardziej… graficzna niż rzeczywista. Co nowe zalecenia Amerykanów oznaczają dla żywienia Polaków?

 

Nowa piramida żywienia: pierwsze wrażenie

Na pierwszy rzut oka przewrót jest oczywisty: węglowodany w postaci produktów zbożowych zredukowane do nieznacznej powierzchni rysunku, natomiast na samej górze: soczysty stek, apetycznie opieczony kurczak, solidny kawałek żółtego sera. Nic dziwnego, że zwolennicy żywienia ketogenicznego odnajdują tu ilustrację swoich założeń dietetycznych! Choć już na tym etapie trzeba nieco przymrużyć oko na kiść bananów oraz winogron i wysoko ulokowane nasiona roślin strączkowych (wszystkie te produkty dostarczają przecież niemało węglowodanów).

Od ogółu do szczegółu: czy nowe rekomendacje żywieniowe są spójne…?

Skąd pojawiły się więc wątpliwości? Piramida jest jedynie ilustracją oficjalnego dokumentu „Dietary Guidelines for Americans” dostępnego (podobnie jak wspomniana ilustracja) na nowej rządowej stronie realfood.gov. Strona z ilustracją okraszona jest bardzo kompaktowym komentarzem, i to dopiero on zaczyna prowokować pewne pytania. Natomiast dotarcie do dokumentu ujawnia już konkretne nieścisłości lub konkretny… brak rewolucji.

Nietrudno się jednak domyślić, że to właśnie ilustracja dociera do największej grupy odbiorców; do rozbudowanego źródła z oficjalnymi wytycznymi dotrze już niewielu. Tym bardziej, że zwolennicy „mięsnej” i „tłuszczowej” interpretacji piramidy nie mają w tym szczególnej intencji.

Piramida żywienia i myśli niedokończone

W swych komentarzach niektórzy eksperci zwracają uwagę na manipulację i elastyczność interpretacji, które „oferuje” nowa piramida żywieniowa. Aby trzymać się konkretów, dobrze będzie przenieść się w strefę liczb, proporcji i produktów, jednak warto też poświęcić chwilę na kilka językowych i narracyjnych niuansów zaprezentowanych na stronie realfood.gov.

„Przez dekady zalecano nam jedzenie żywności wysoko przetworzonej, a teraz zmagamy się z niespotykaną dotąd skalą chorób przewlekłych”

Niezależnie od tego, czy zdanie to odnosi się faktycznie do „starej piramidy żywienia”, czy do tzw. „talerza żywienia”, który zastąpił w USA tę piramidę w 2011 roku, warto zauważyć, że tego typu modele nie wskazują konkretnych produktów. Podstawą miały być węglowodany zawarte w produktach zbożowych, kaszach, pieczywie, ale trudno trafić na zalecenie spożywania białego pieczywa tostowego z ekstremalnie długim terminem przydatności do spożycia czy – na przykład – bułek do hot-dogów.

Trudno też nie zauważyć mechanizmu obarczania niesprecyzowanego „kogoś” winą za zaistniałą sytuację…

„Każdy posiłek powinien zawierać wysokiej jakości, bogate w składniki odżywcze białko ze źródeł zwierzęcych i roślinnych, w połączeniu ze zdrowymi tłuszczami z pełnowartościowych produktów, takich jak jaja, owoce morza, mięso, pełnotłuste produkty mleczne, orzechy, nasiona, oliwki i awokado.”

Uwagę przykuwa określenie „zdrowe tłuszcze”. Według dalszej części zdania tzw. „zdrowe tłuszcze” znajdują się w niemal każdej grupie produktów – mięsie, nabiale, olejach roślinnych, orzechach itp. Na tym etapie nie ma ani słowa o podziale na nienasycone i nasycone kwasy tłuszczowe. Natomiast pierwsze w kolejności pojawiają się „jaja, owoce morza, mięso”, a grafika prezentuje konkretne kawałki steka, całego kurczaka i ser żółty. Ryba znalazła się pod porcją mięsa mielonego.

Pytanie „zdrowe tłuszcze, czyli jakie?” nasuwa się w zasadzie samo.

Nowa piramida żywieniowa jest bardziej elastyczna niż… matematyka

Przejdźmy jednak do konkretów i zacznijmy od białka. Na stronie widnieje informacja, że źródła białka powinny być spożywane w każdym posiłku, a dobowa podaż powinna wynieść od 1,2 do 1,6 grama na kilogram masy ciała. To oznacza, że dolna granica jest jednocześnie górną granicą rekomendowaną przez normy żywieniowe dla populacji Polski, i to dla osób aktywnych fizycznie (dla osób nie podejmujących aktywności fizycznych jest to 0,8 grama na kg masy ciała).

Warto jednak zauważyć, że spożycie w każdym posiłku porcji mięsa (większych niż porcje węglowodanów) bez większego problemu może skutkować przekroczeniem tej podaży.

Tłuszcze

Dopiero po dotarciu do trzeciej strony dokumentu z wytycznymi znajdziesz informację, że kwasy tłuszczowe nasycone nie mają przekraczać 10% udziału wszystkich tłuszczów w zalecanym spożyciu. Rodzi się pytanie, jak to zrobić, jeśli dominantą (dodajmy: graficzną) są jednak zwierzęce źródła tłuszczu, a źródła białka (często z tłuszczami powiązane) znajdują się w każdym posiłku?

Na stronie widzimy grafikę, na której kurczak, ser żółty i stek „stoją” nad oliwą z oliwek czy rybą. Opis również wymienia najpierw jajka, owoce morza, mięso i nabiał, dopiero później orzechy, nasiona… A mimo to wytyczne określają wyraźnie, że podaż kwasów tłuszczowych nasyconych nie ma przekraczać 10%. Informacja ta nie pada jednak w żadnym miejscu na stronie rządowej.

Produkty zbożowe

Czyli te, które zajmują najskromniejsze miejsce w nowej piramidzie. Aczkolwiek w opisie czytamy wyraźnie: zalecane jest spożywanie od 2 do 4 porcji dziennie. Ostatecznie więc, przy założeniu 5 posiłków dziennie, może to być zaledwie o jedną porcję mniej niż… białko. Ponownie zdaje się, że ilustracja nie odpowiada wcale opisowi…

A dokument? Nie podaje wartości procentowej udziału węglowodanów w diecie. Jest za to podana konkretna wartość dopuszczalnego cukru dodanego w posiłkach – dokładnie ta sama co określona przez normy europejskie: 10%.

Ile rewolucji jest w tym przewrocie?

Gdyby podzielić grupy produktów na zbożowe (kasze, ryże, produkty mączne, płatki), warzywa i owoce oraz produkty białkowo-tłuszczowe, okaże się, że proporcje dają dużą przewagę owocom i warzywom. Nie odbiega to znacznie od talerza żywieniowego, którego połowa zajęta jest przez warzywa i owoce, a druga połowa – rozdzielona między pozostałe produkty spożywcze.

Taka obserwacja jest już widoczna w wielu komentarzach, także w gronie specjalistów z Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej, na którego wytycznych bazuje zespół dietetyki komponujący diety Body Chief. Sytuacja jest intensywnie monitorowana przez całą branżę dietetyczną, niemniej w pracy nad dietami dla klientów dietetyczki Body Chief trzymają się konkretnych, oficjalnych wytycznych zawartych w Normach żywieniowych dla populacji Polski (zaktualizowanych w 2024 roku). Dzięki temu chwilowe trendy żywieniowe nie anulują wyników badań i zdobyczy nauki.